Arcybiskup Vigano odpowiada Sandro Magistrowi
W ciągu ostatnich 10 dni zostały opublikowane krytyczne postawy wobec stanowiska arcybiskupa Vigano, że Sobór Watykański II powinien być po prostu „odrzucony” i jako całość „zapomniany” – te krytyczne stanowiska zostały opublikowane przez profesora Johna Paula Menena za pośrednictwem LifeSiteNews, Sandro Magistera przez L’Espresso i J. D. Flynna przez Katolicką Agencję Informacyjną.
Najsilniejszym krytykiem stosunku arcybiskupa Vigano do Soboru jest z pewnością Sandro Magister, stary, doświadczony włoski watykanista, który obwinuje Vigano o „oskarżenie” Benedykta XVI o „oszukanie całego Kościoła ze względu na jego wiarę w to, że Drugi Sobór Watykański był odporny na herezje i – co więcej – powinien być interpretowany w doskonałej ciągłości z autentyczną, odwieczną doktryną”
Magister w swojej krytyce Vigana z 29 czerwca zdecydowanie opowiada się za „heremeneutyką ciągłości” posuwając się nawet do twierdzenia, że włoski prałat znalazł się „na krawędzi schizmy”, ponieważ odrzucił to, co Magister nazywa kamieniem węgielnym interpretacji Soboru Watykańskiego II dokonanej przez Benedykta XVI.
Poniżej znajduje się tłumaczenie listu Jego Ekscelencji do Sandro Magistera:
3 lipca 2020 r
św. Ireneusza, biskupa i męczennika
Szanowny Panie Magister!
Prosze pozwolić, że odpowiem na Pana artykuł „Arcybiskup Vigano na krawędzi schizmy”, opublikowany w Settimo Cielo 29 czerwca.
Zdaję sobie sprawę z tego, że odwaga wyrażenia bardzo krytycznej opinii o Drugim Soborze Watykańskim jest rzeczą wystarczającą do przebudzenia ducha inkwizycji, którego to w innych przypadkach ludzie prawomyślni poddają egzekucji. Niemniej jednak w pełnej szacunku dyskusji toczącej się między duchownymi i kompetentnym laikatem podnoszenie problemów nierozwiązanych aż po dzień dzisiejszy nie wydaje mi się rzeczą niewłaściwą, a najważniejszym z nich jest kryzys dotykający Kościół od czasów Drugiego Soboru Watykańskiego, a który to osiągnął obecnie poziom destrukcji.
Są tacy, którzy mówią o niewłaściwej interpretacji soboru; inni mówią o potrzebie powrotu do odczytywania go w łączności z Tradycją, jeszcze inni o możliwościach poprawienia wszelkich błędów zawartych w jego dokumentach bądź o interpretacji niejednoznacznych punktów na sposób katolicki. Z drugiej strony nie brakuje tych, którzy uważają Drugi Sobór Watykański za projekt, dzięki któremu stawiać można kolejne kroki na drodze rewolucji: zmieniając i przekształcając Kościół w zupełnie nowy i współczesny byt, zgodny z duchem czasów. To część zwykłej dynamiki dialogu – zdecydowanie zbyt często przywoływanego, ale za rzadko praktykowanego. Ci, którzy wyrazili największe niezadowolenie z powodu moich ostatnich uwag, nigdy nie zajęli się meritum argumentacji, ograniczając się do obrzucania mnie epitetami, na które zasłużyli o wiele znamienitsi i czcigodniejsi ode mnie bracia w biskupstwie. To ciekawe, że tak w sferze doktrynalnej, jak i politycznej progresiści żądają dla siebie pierwszeństwa, które uznaniowo stawia ich adwersarzy w pozycji ontologicznej niższości, w której nie są oni godni uwagi ani odpowiedzi; zbywanych prostacko jako lefebrystów w wymiarze kościelnym albo faszystów w sferze społeczno-politycznej. Brak argumentów nie upoważnia ich jednak do określanie reguł decydujących o tym, kto posiada prawo zabierania głosu – zwłaszcza kiedy sam rozum (poprzedzający wiarę) wskazuje na czym polega podstęp, kto jest jego autorem i jaki jest jego cel (uwaga: innymi słowy: kto za tym stoi i jaki jest jego cel).
Z początku wydawało mi się, że treść Pana artykułu należy uznać za bardziej zrozumiały hołd dla Księcia[1], którego można znaleźć w salach z freskami na trzeciej loggii lub w stylowych gabinetach Redakcji; ale czytając to, co mi pan przypisuje, odkryłem – powiedzmy – niedokładność, która, mam nadzieję, jest wynikiem nieporozumienia. Dlatego proszę o możliwość udzielenia mi odpowiedzi w Settimo Cielo.
Twierdzi Pan, że rzekomo obwiniam Benedykta XVI o to, że oszukał cały Kościół wierząc, że Drugi Sobór Watykański był odporny na herezje i że – co więcej – powinien być on interpretowany w doskonałej ciągłości z autentyczną, odwieczną doktryną. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek napisał coś takiego o Ojcu Świętym. Przeciwnie, napisałem i potwierdzam to, że wszyscy (albo prawie wszyscy) zostaliśmy oszukani przez tych, którzy zniekształcając cel soboru wykorzystali go jako „pojemnik” o własnym, bezwzględnym autorytecie oraz autorytecie biskupów, którzy wzięli w tym soborze udział. Ci, którzy ulegli temu podstępowi, postąpili tak bowiem kochając Kościół i papiestwo nie mogli sobie wyobrazić, że w sercu Drugiego Soboru Watykańskiego grupa dobrze zorganizowanych spiskowców mogłaby wykorzystać to zgromadzenie po to, aby zniszczyć Kościół od środka. Nie mogli oni sobie też wyobrazić, aby w tym dziele spiskowcy mogli liczyć na milczenie i brak reakcji Władzy, o ile nie na jej współudział. Takie są fakty historyczne, którym pozwalam nadać osobistą interpretację, ale sądzę, że wielu się z nią zgodzi.
Pozwalam sobie także na przypomnienie Panu, jeśli byłaby taka potrzeba, że stanowisko polegające na umiarkowanej, krytycznej reinterpretacji na modłę tradycyjną – prezentowane przez Benedykta XVI – należy do chwalebnej, niedawnej przeszłości, podczas gdy w latach 70-tych stanowisko Josepha Ratzingera jako teologa było całkiem odmienne. Rzetelne badania, równoległe wobec deklaracji profesora z Tybingi, potwierdzają częściową skruchę ze strony papieża-emeryta. Nie widzę też „lekkomyślnego oskarżenia ze strony Vigano wobec Benedykta XVI ze względu na jego nieudaną próbę skorygowania soborowych ekscesów poprzez przywołanie hermeneutyki ciągłości”, bowiem jest to opinia podzielana nie tylko przez kręgi konserwatywne, ale także – i nade wszystko – przez progresistów. Należy też wskazać, że to, co udało się innowatorom osiągnąć korzystając z przebiegłości, oszustwa i szantażu, wynikało z wizji, która została zastosowana później w sposób krańcowy w bergogliańskim „magisterium” Amoris Laetitia. Sam Ratzinger sugeruje złośliwe zamiary: „Powoli narastało wrażenie, że w Kościele nie ma już niczego stałego, że wszystko można poddać zmianom. Sobór coraz bardziej wydawał się wielkim parlamentem Kościoła, który mógł wszystko zmieniać i wszystko kształtować zgodnie ze swymi pragnieniami” (J. Ratzinger Kamienie milowe, San Francisco: Ignatius Press, 1997, s.132). Ale tym bardziej wyrażają to słowa dominikanina o. Edwarda Schillebeecksa: „Teraz wyrażamy to w sposób dyplomatyczny, ale po soborze wyciągniemy wszystkie zakładane wnioski” (De Bazuin, № 16, 1965).
Potwierdzam, że dwuznaczność tekstów soborowych posiadała celowy charakter ‒ wspierać razem sprzeczne i niezgodne wizje, i to wszystko w imię oceny użyteczności i kosztem objawionej Prawdy. Prawda, kiedy jest w pełni głoszona, nie może nie dzielić, tak jak nasz Pan dokonuje podziału: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (Łk 12:51).
W sugestii, że powinniśmy zapomnieć o Drugim Soborze Watykańskim, nie znajduje niczego nagannego. Zwolennicy tego soboru wiedzieli jak korzystać z damnatio memoriae (potępienie pamięci) – nie tylko w przypadku samego soboru, ale także i w każdym innym, aż po stwierdzenie zgodnie z którym sobór ten był pierwszym w historii nowego kościoła i że wraz z nim dawna religia i dawna liturgia dobiegły końca. Powie Pan, że są to stanowiska ekstremistów, a cnota leży pośrodku, czyli że rację mają ci, którzy uważają, że Drugi Sobór Watykański był tylko ostatnim spośród wydarzeń dzięki którym Duch Święty przemawia poprzez jedno i jedynie nieomylne Magisterium. Jeśli tak, to należałoby wytłumaczyć dlaczego Kościół posoborowy otrzymał nową liturgię, nowy kalendarz i – konsekwentnie – nową doktrynę (nova lex orandi, nova lex credendi) z pogardą dystansującą się od własnej przeszłości.
Sam pomysł odłożenia soboru na bok skandalizuje nawet tych, którzy – tak jak Pan – dostrzegają kryzys ostatnich lat, ale uparcie nie chcą uznać relacji przyczynowej łączącej Drugi Sobór Watykański z jego logicznymi i nieuniknionymi konsekwencjami. Pisze Pan: „Uwaga: nie chodzi o złą interpretację soboru, tylko o sobór jako taki, w całości”. Pozwolę sobie więc na postawienie Panu pytania: jaka jest właściwa interpretacja soboru? Ta, którą prezentuje Pan, czy też ta, która została przedstawiona przez jego pracowitych architektów, którzy przygotowali treść dekretów i deklaracji? Czy też właściwa jest interpretacja prezentowana przez niemiecki episkopat? Czy też ta prezentowana przez teologów wykładających w murach papieskich uniwersytetów? A być może ta prezentowana na łamach najpopularniejszych katolickich czasopism na całym świecie? Może jest nią interpretacja Josepha Ratzingera? Alba ta prezentowana przez biskupa Schneidera? Czy też ta należąca do Bergoglio? To chyba wystarczy, aby zrozumieć jak wielkie szkody wyrządziło celowe przyjęcie niejasnego języka, który uzasadnia sprzeczne interpretacje, na podstawie których to doszło do słynnej posoborowej wiosny Kościoła. Dlatego też nie waham się twierdząc, że o tym soborze należy zapomnieć, jako takim i en bloc. Twierdzę, że mam prawo do takiego zdania nie zaciągając na siebie winy związanej ze schizmą wynikającą z atakowania jedności Kościoła. Jedność ta leży w nierozdzielnym charakterze Miłosierdzia i Prawdy, a wszędzie tam, gdzie rządzi błąd – a nawet, jeśli tylko wkracza – nie może być Miłosierdzia”.
Bajka o hermeneutyce (choć autorytatywna ze względu na swojego autora) wciąż pozostaje próbą przypisania godności Soboru rzeczywistemu atakowi na Kościół, aby nie zdyskredytować papieży, którzy chcieli, narzucali i rekomendowali ten sobór. A to do tego stopnia, że papieże ci byli wynoszeni jeden po drugim na ołtarz, ponieważ byli „papieżami soboru”.
Pozwólcie, że zacytuję artykuł zatytułowany „Arcybiskup Vigano nie jest na krawędzi schizmy: wiele grzechów osiąga punkt kulminacyjny”, opublikowany przez dr Marię Guarini 29 czerwca w Chiesa e postconcilio w odpowiedzi na Pański artykuł w Settimo Cielo. Pisze: „I właśnie stąd się rodzi i dlatego istnieje ryzyko kontynuacji (bez rezultatów, jak dotąd, z wyjątkiem debaty zainicjowanej przez arcib Viganò) dialogu między niesłyszącymi, ponieważ uczestnicy mają inne wyobrażenia o rzeczywistości: Sobór Watykański II zmienił terminologię, a jednocześnie zmienił parametry dostępu do rzeczywistości. I tak dochodzi do tego, że mówimy o tym samym, ale nadajmy temu zupełnie inne znaczenie. Główną cechą obecnej hierarchii jest między innymi to, że używa ona niepodważalnych stwierdzeń, nie próbując ich w żaden sposób udowodnić, lub udowadnia je błędnymi i wyrafinowanymi dowodami. Oni nie potrzebują nawet dowodu, ponieważ nowe podejście i nowe słownictwo zniekształciły wszystko od podstaw. A bezpodstawny charakter anomalnej „pastoralności” bez żadnych określonych zasad teologicznych jest właśnie tym, co pozbawia dyskusję ścisłej podstawy. Jest postępem bezkształtnego, ciągle zmieniającego się, rozpuszczalnego płynu zamiast jasnej, jednoznacznej i definitywnej prawdziwej konstrukcji: promienista stała siła dogmatu wobec ścieków i ruchomych piasków przejściowego neo-magisterum.
Mam nadzieję, że ton Pana artykułu nie był spowodowany przez sam fakt, że odważyłem się ponownie otworzyć debatę na temat soboru, którego to wielu – zbyt wielu – przedstawicieli hierarchii kościelnej uważa za wydarzenie wyjątkowe w historii Kościoła, traktując niemal jak niedotykalnego bożka.
Może być Pan pewien, że w przeciwieństwie do wielu biskupów – na przykład tych, którzy uczestniczą w niemieckiej drodze synodalnej, którzy już wyszli daleko poza schizmę, promując wykolejoną ideologię i bezwstydnie próbując narzucić ją Kościołowi – nie mam zamiaru odłączenia się od Matki – Kościoła, dla której wywyższenia codziennie ponawiam ofiarę ze swojego życia.
Módlmy się. Boże, ucieczko nasza i mocy, wejrzyj łaskawie na lud Twój do Ciebie wołający i za przyczyną chwalebnej i niepokalanej Dziewicy i Matki Bożej Maryi, z świętym jej Oblubieńcem Józefem, z świętymi Apostołami Twoimi Piotrem i Pawłem, oraz wszystkimi Świętymi, wysłuchaj miłościwie i łaskawie prośby nasze, które za nawrócenie grzeszników, za wolność i wywyższenie świętej Matki Kościoła naszego do Ciebie zanosimy.
Przyjmij, drogi Sandro, moje błogosławieństwo i pozdrowienie wraz z najlepszymi życzeniami każdego dobra w Jezusie Chrystusie.
+ Carlo Maria Vigano
[1] Uwaga: najprawdopodobniej jest to wskazówka na Bergoglio, który ma biuro na trzeciej loggii, przyjmuje tutaj prywatne audiencję, a także tutaj znajduje się Sekretariat Stanu.
Pobierz: Arcybiskup Vigano odpowiada Sandro Magistrowi
Aktualne Wideo
- BKP: Ratunkowe rozwiązanie dla Afryki – patriarchat /Świętowanie siódmego dnia – Część 12/
- BKP: Ratunkowe rozwiązanie dla Afryki – patriarchat /Zwieńczeniem Mszy Świętej jest konsekracja. Kiedy jest nieważna? – Część 11/
- BKP: Biskupi Afryki, oddzielcie się od odstępczego Watykanu!
- BKP: Apel do amerykańskich katolików, księży, a zwłaszcza biskupów
- Słowo Patriarchy Eliasza w okresie po Bożym Narodzeniu
- Apel do narodu amerykańskiego: Pokuta jest konieczna! Może zapobiec globalnej katastrofie!
- Bizantyjski Patriarchat zwraca się do wszystkich chrześcijan Stanów Zjednoczonych Ameryki
- Sens życia duchowego – utrata swej duszy dla Chrystusa










